Ciri
2006-10-17 16:54:54
Jesienny wiatr z wściekłą furią hulał pomiędzy porastającymi niewielki ogródek drzewami miotając na wszystkie strony zeschłymi liśćmi, które kolorową, roztańczoną mgiełką unosiły się ponad ziemią, lawirując pomiędzy równymi grządkami. Z potępieńczym wyciem szarpał gałęziami drzew, pozbawiając je resztek i tak ubogiego o tej porze przyodziewku z listowia. Po niebie przetaczały się stada skłębionych, stalowoszarych chmur, zwiastunów nadchodzącej ulewy i gwałtownej burzy. Z rzadka między nimi blade i przydymione oblicze ukazywało słońce, wyraźnie pozbawione sił, aby choć trochę ogrzać zmarzniętą ziemię. Siedząca na zgrabnej, drewnianej ławeczce hobbitka szczelniej otuliła się płaszczem, wstrząsana dreszczami wywołanymi przez zimne podmuchy.
-Paskudna zima się szykuje – odezwała się przesuwając się bliżej do siedzącego obok niej towarzysza, którego ubiór jak i szerokie barki zdradzały przynależność do hobbickich oddziałów dyżurniczych – Pewnie znów wilki zaczną pod osady podchodzić. Będzie trzeba bardzo uważać, bo dla nich to za jedno porwać dziecko czy owcę.
-Nic się nie bój, ciotuchna, dyżurnicy poradzą sobie i z wilkami, jeśli odważą się podejść blisko naszych norek – hobbit machnął niedbale ręką – A po prawdzie to i w to wątpię, od lat nie było mrozów tak wielkich, żeby się na to odważyły. A mrozy miną zanim się spostrzeżemy.
-Mam taką nadzieję, choć nie wiem czy doczekam tego, aż wiosną znów będę mogła nazbierać ziół w ogródku – hobbitka westchnęła lekko, odgarniając z oczu kosmyk zielonych włosów – Czuję się coraz gorzej, w kościach mnie łamie, wzrok już nie ten...
-Niech ciotuchna nie opowiada głupot, więcej w tobie energii niż w niejednej młódce, jeszcze wielu ze smarkaczy przeżyjesz. A zima, ot jak to zima, przyjdzie, postraszy mrozem i przejdzie, nie ma się czym przejmować na zapas.
-Może i masz rację, mój drogi – zielonowłosa przytuliła się do swego kompana kładąc głowę na jego ramieniu, ciesząc się krótką chwilą ciepła i poczucia bezpieczeństwa – Nie słuchaj starej baby, po prostu coraz bardziej czuję, że nie młodnieję i z tego powodu dziwne i markotne humory mnie ogarniają. Byle do wiosny i znów będzie dobrze, zawsze jest.
-Byle do wiosny, wtedy wszystko wygląda inaczej – potwierdził dyżurnik. Zerknął po dłuższej chwili milczenia na swą towarzyszkę, która przymknęła oczy i mocniej oparła głowę o jego ramię. Musi być naprawdę zmęczona, skoro potrafiła zapaść w drzemkę na dworze mimo tak paskudnej pogody.
*****
Ha, no to rozumiem, hobbitka ucieszyła się w myślach, wyrywając spod krzaków leszczyny kilka niewielkich, jaskrawoniebieskich kwiatków i umieszczając je w zgrabnym, przypasanym do spódnicy skórzanym woreczku. Jak tak dalej pójdzie to w jedno popołudnie zbiorę tyle ziół ile zwykle przez tydzień mi się nie udaje. Piękna wiosna, naprawdę piękna, kto by się spodziewał po tak paskudnej jesieni i zimie. Przystanęła na chwilę, rozglądając się po okolicy. Dość szeroka, wydeptana ścieżka wiła się między drzewami, niknąc w otaczającej zewsząd zieleni. Gęsto splątane korony dębów, buków, a gdzieniegdzie i sosen przepuszczały niezbyt wiele światła, mimo to nie panował tu przytłaczający półmrok. Promienie słońca przebijały się przez gęste sklepienie ciepłymi, jasnymi smugami docierając do poszycia, gęsto pokrytego wszelkimi możliwymi gatunkami krzewów, ziół i traw, racząc oko piękną grą refleksów. Las tętnił życiem, zewsząd dochodziły ptasie trele, szelesty i trzaski przemykającej zwierzyny, porykiwania, pochrząkiwania i wszelakie inne odgłosy sprawiające, że zdawał się być w istocie jednym żywym, ogromnym stworzeniem, a nie schronieniem i domem dla setek odrębnych gatunków. Hobbitka z rozkoszą wciągnęła głęboko powietrze. Zapach oszałamiał, aż kręciło w nosie. Pomyślała, że gdyby jakimś cudem oślepła, to byłaby w stanie znaleźć przeróżne gatunki ziół kierując się tylko węchem. Wciągnęła powietrze jeszcze raz tym razem powoli je wypuszczając i zachwycając się jego ożywczym aromatem. Dawno nie czułam się tak dobrze, stwierdziła z zadowoleniem po chwili, jakbym znów była młoda, korzonki nie dokuczają, wszystko widzę wyraźnie, a pomyśleć, że jeszcze niedawno było ze mną tak źle. Żyć nie umierać, nawet jeśli pamięć płatała drobne, choć dziwne chwile. Nie ważne jak bardzo ją wytężała nie potrafiła sobie dokładnie przypomnieć minionej jesieni. Niejasno wiedziała, że była mokra, zimna i paskudna, a ona sama podupadła mocno na zdrowiu. Zimy natomiast nijak nie potrafiła przywołać ze wspomnień. Cóż, stwierdziła z niezwykłą dla rozważnej i statecznej zielarki beztroską, jeśli starość ma polegać na zapominaniu nieprzyjemnych rzeczy, to ja przyjmuję ją w takiej postaci bez marudzenia i narzekania.
Zielonowłosa hobbitka zagłębiła się w leśne ostępy, zbaczając z udeptanej ścieżki pomiędzy gęste zarośla, w dalszym poszukiwaniu ziół. Nieomal gdzie by nie postawiła stopy trafiała na rzadkie i cenne okazy. Nucąc pod nosem wesołą melodię coraz bardziej oddalała się od ścieżki pomagając sobie przy zbieraniu niewielkim nożykiem, który z łatwością przecinał co bardziej oporne łodygi. Tego ślicznego borowika zostawię innym, zamruczała do siebie, nigdy nie przepadałam za grzybową polewką. Ale okaz prawdziwie piękny, jak wszystko tu, zdrowe i wyrośnięte niemal ponad miarę.
Nagle spokój zbierającej zioła istotki został zakłócony nagłym i ostrym świstem, który rozległ się ponad jej głową i po chwili przeszedł w krótkie i głuche stuknięcie. Wiedziona instynktem rzuciła się płasko na ziemię, brudząc kubraczek i obszerną spódnicę ziemią, trawą i zastarzałymi liśćmi, zalegającymi ściółkę. Leżąc plackiem zerknęła lękliwie przez ramię. Jej oczom ukazała się głęboko wbita w pień pobliskiego dębu strzała. Wykonane z gęsich piór lotki drgały, rozmazując się białą smugą, pod wpływem impetu, z jakim pocisk wbił się w drzewo. Hobbitka stwierdziła, że strzelec był conajmniej niewprawny, bo trafił dobrych kilka stóp powyżej miejsca, gdzie wcześniej znajdowała się jej głowa. Albo za takiego chciał uchodzić.
-Ha, żebym tak wyłysiał i oślepł, ale zielonego borsuka to jeszcze jako żyje nie widziałem – z niewielkiej odległości rozległ się męski głos, wyraźnie zabarwiony nutkami wesołej złośliwości – A jak szybko smyrgnął do norki! Może to nie borsuk, a lis? Doszły mnie słuchy, o okrągłych lisach, ale po prawdzie nie dawałem wiary takim pogłoskom. Borsuku! Mówię do ciebie i o uwagę proszę! Ukaż swe zacne oblicze, abym się przekonał czy przypadkiem wybitnym przyrodnikiem nie zostanę nowy gatunek odkrywając.
Hobbitka powoli poddźwignęła się z ziemi, otrzepując zabrudzoną spódnicę i kubrak. Z godnością rozejrzała się po okolicy fiołkowymi oczami, które zdawały się miotać gromy, grad strzał i obietnice powolnej i paskudnej śmierci dla skrytego przed jej oczyma żartownisia. Po chwili coś zaszeleściło głośno w wysokich krzakach po lewej stronie i jej oczom ukazała się sylwetka człowieka uzbrojonego w łuk. Pierwszym, co rzucało się w oczy były długie, rude włosy związane w kitę przyozdobioną długim szaro-białym piórem. Mężczyzna wspierał się na łęczysku z ciężarem ciała przeniesionym na lewą nogę, a po jego wargach błąkał się krzywy, złośliwy półuśmieszek.
-Ty rudy bęcwale! – zakrzyknęła wycierając odruchowo brudne dłonie o spódnicę i znacząc ją tym samym ciemnymi smugami – Ładnie to tak samotne kobiety straszyć? Podejdź tu bliżej, to ci uszu natrę jak trzeba, gamoniu jeden.
-To się schylę może, bo inaczej podskakiwać będziesz musiała, żeby groźbę wprowadzić w życie, jako że drabiny na podorędziu nie mamy. Obawiam się czy zwierzyna nie zemknie w popłochu od takich wstrząsów. Ale po prawdzie chętnie sam zobaczę skaczącego pączka.
-Ja za tobą też się stęskniłam, durniu jeden – powiedziała hobbitka nie mogąc powstrzymać uśmiechu i ruszyła spokojnym krokiem w kierunku myśliwego. – Choć uszu naprawdę powinnam ci natrzeć i to wcale nie za to, że mnie nastraszyłeś.
-Nie? Co takiego zatem zrobiłem, że mi takie niecne tortury obiecujesz – młodzieniec ruszył w kierunku zielarki.
-Jeszcze pytasz? Wiesz jaką przykrość mi sprawiło jak usłyszałam, że nie żyjesz?
-Znikomą?
-Głupek – parsknęła hobbitka – a teraz pochyl pysk, niech cię w tą wredną gębę ucałuję.
Myśliwy niemal zgiął się w pół, a niewielka zielarka stanęła na palcach, po czym cmoknęła go w policzek.
-Naprawdę się cieszę, że ta twoja śmierć okazała się być tylko plotką, albo jakimś twoim głupim żartem. Tylko dlatego daruję ci ten wybryk ze strzałą. Więcej jednak tego nie próbuj!
Mężczyzna spoważniał nagle i odchrząknął zerkając na bok, wyraźnie unikając wzroku hobbitki.
-Bo widzisz... – zaczął niepewnie – To nie do końca były żarty, znaczy nie ze strzałą, nie miałem zamiaru cię upolować i zjeść, a skóry sprzedać, ale to drugie o czym wspominałaś... Z resztą nieważne, wszystkiego się dowiesz, pozwól proszę za mną, muszę cię gdzieś zaprowadzić.
Po czym obrócił się na pięcie i ruszył dziarskim krokiem przed siebie. Chcąc nie chcąc hobbitka podążyła za nim, a że maszerował dość szybko, a nogi miał sporo dłuższe, zmuszona została niemal do biegu, trzymając zakasaną spódnicę w dłoniach. Z trudem go dogoniła, po czym wyprzedziła stając przed nim i zagradzając mu drogę.
-Hola, hola, młody człowieku! Co to za odpowiadanie mi półsłówkami? Gadaj mi tu zaraz. Nie będę za tobą biegała po lasach skoro nawet nie wiem gdzie jesteśmy i dokąd idziemy. I co to za mgliste tłumaczenia?
Myśliwy przystanął, westchnął ciężko i dramatycznie wzniósł wzrok ku niebu przesłoniętemu niemal całkowicie zielonym sklepieniem utworzonym z gałęzi potężnych drzew.
-A mówiłem, że ja się do tego nie nadaję – mruknął do siebie – Wybierzcie kogoś, kto jej to delikatnie wytłumaczy z dobrymi manierami, a nie... – machnął ręką – No, bo widzisz, jakby ci to powiedzieć...No to może tak. Lubisz ogródki, prawda? Zawsze lubiłaś
Maleńka zielarka pokiwała potwierdzająco głową.
-No to dobrze, że ci się to nie odmieniło po...ekchm...ponieważ właśnie jest tu jeden, całkiem ładny i duży, któremu bardzo się fachowa ręka przyda, więc tak sobie pomyślałem, że może będziesz chciała na niego zerknąć.
Błysk zainteresowania w oczach i nieznaczne przekrzywienie głowy zdradzały, że słowa młodego mężczyzny ciekawią hobbitkę.
-No, a hmm, co do tego, gdzie jesteśmy, myślę, że sama wkrótce zrozumiesz, jakby to rzec, to co słyszałaś o mnie to była prawda. – Myśliwy popatrzył długo na hobbitkę i dostrzegł błysk zrozumienia w oczach, a nagłe zdumienie i zadziwienie odmalowało się wyraźnie na pucułowatej twarzy. Po chwili podjął z niezwykłym jak na niego wahaniem i niepewnością – Naprawdę nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, o takich sprawach dowiadujemy się tylko raz w życiu, choć to może nie najszczęśliwsze określenie, więc chyba nie wypadłem aż tak źle, po prostu coś się skończyło i ....
-Och, przestań kłapać dziobem – weszła mu z roztargnieniem w słowo zielarka – To wszystko, jest takie...Takie dziwne i zdumiewające, sama nie wiem co myśleć i czuć. Mam mętlik w głowie, nie wiem, nie wiem... – powtarzała wciąż.
Rudzielec pokiwał powoli głową w ciszy, jaka nagle zapadła. Nawet odgłosy pełnej życia puszczy zdawały się być przytłumione, jakby chciały wraz z hobbitką uczcić i uszanować ten moment, gdy dowiedziała się, że pewne rzeczy nieodwracalnie przeminęły, a to, co przed nią nieznane i tajemnicze. Cisza przedłużała się, aż myśliwy nerwowo począł grzebać czubkiem buta w leśnej ściółce i pocierając nerwowymi ruchami dłoni kark. Hobbitka podniosła wzrok na niego i w jej wielkich oczach zapełgały wesołe ogniki.
-Właściwie spodziewałam się czegoś innego, nie tego, że znajdę się pośrodku leśnej głuszy, a komitetem powitalnym będzie niewydarzony myśliwy, próbujący mnie ustrzelić jak jakiegoś zająca – podjęła po chwili z nieznacznym uśmiechem rozjaśniającym twarz.- No więc prowadź mnie dokąd zamierzałeś i lepiej żeby to nie było daleko, bo będziesz mnie musiał nieść.
Twarz rudego młodzieńca również przeciął uśmiech, szeroki i łobuzerski.
-Rozumiem, że skoro zaczęłaś marudzić, to wszystko z tobą w porządku. A droga nie jest daleka, znużenia nie poczujesz tym bardziej, zaręczam. Tu...tu wszystko jest trochę inne, lepsze, sama się przekonasz.
-Lepiej, żeby tak było jak mówisz. A ten ogródek ładny na pewno? Z resztą, co wy mężczyźni możecie wiedzieć o ogródkach, nie odpowiadaj lepiej, pewnie stoi odłogiem, zapuszczony, a mnie czeka masa pracy. Pies z kulawą nogą do niego nie zaglądał, mam rację?
-Niezupełnie, niezupełnie – myśliwy uśmiechnął się krzywo i potarł nos – Podejmowaliśmy pewne próby.
-Ooo, no proszę, rzeczywiście tu cuda się dzieją, a cóż to takiego zasialiście, jeśli wiedzieć można.
Myśliwy chrząknął cicho, wyraźnie zakłopotany.
-Ten, tego... chmiel – odpowiedział po chwili
-Ten tego chmiel?! – hobbitka aż przystanęła i wzięła się pod boki marszcząc czoło. Po chwili wybuchnęła, głośnym, perlistym śmiechem. – No tak, można się było tego spodziewać, pewnie w następnej kolejności ziemniaki, albo żyto chcieliście posadzić. W ogródku! O niedoczekanie, ogródek to nie pole kapusty! Już ja w nim porządek zaprowadzę.
-Ale choć grządeczkę? – mężczyzna podjął po chwili z nadzieją – Znasz się też na warzeniu mikstur, a piwo to przecie taka mikstura, więc może by się dało, na ten przykład zamiast bratków, albo innego zielska, bo wiesz, ja nigdy bratków nie lubiłem. Taki malutki zagonik chmielu, tyci doprawdy.
-Pomyślimy, pomyślimy – odparła wciąż rozbawiona hobbitka, ruszając przed siebie. Z zadowoleniem pomyślała o czekającej ją pracy wśród grządek i rabatek, którą tak lubiła. A tego rudego obiboka zagonię do zbudowania małej ławeczki najlepiej podwieszonej na gałęzi jakiejś jabłoni, żebym mogła się na niej huśtać rozkoszując oczy widokiem pięknie rosnących ziół i kwiatów, postanowiła w myślach. – O wszystkim pomyślimy
Dwie postacie wędrowały obok siebie powoli niknąc z oczu. Wysoki myśliwy położył dłoń na ramieniu malutkiej hobbitki perorując coś i podkreślając wagę słów gwałtownymi gestami. Zielarka od czasu do czasu potakiwała lub kręciła gwałtownie głową, parskając z rozbawieniem, bądź śmiejąc się głośno. Szli powoli, niespiesznie rozkoszując się pięknem okolicy i rozmową. Wkrótce rozpłynęli się w gęstej zieleni lasu, jakby ich tu nigdy nie było.
p.s. dziekuje autorowi za napisanie
skomentuj (0)